Informacje

Opko zakończone 3.10.16.


poniedziałek, 3 października 2016

Epilog

Marcin oświadczył się Dominice na gorących plażach Hiszpanii.
Było lato, fale rozbijały się o brzeg, powodując powstanie dużej ilości piany. Nad wodą kołowały mewy, najwyraźniej szukając pożywienia. Kilku plażowiczów kąpało się w morzu, lecz nie odpływali zbyt daleko. Nadchodziła pora sjesty, czas największego gorąca, więc większość rdzennych mieszkańców oraz turystów spędzała najbliższe godziny w domach i hotelach.
Plaża jak to plaża — obfitowała w piasek i drobne muszelki, charakterystyczne dla tego regionu kraju, Katalonii. Szli tak, że morskie fale podmywały ich stopy, chłodząc rozpaloną upałem skórę.
Kiedy Marcin się zatrzymał, zmuszając do tego samego Dominikę, od razu pomyślała, że coś się święci. Sygnalizowało to napięcie, które w nim wyczuwała — spędzili ze sobą już tyle czasu, że bez pudła potrafiła wyłapać zmiany jego nastroju — i powaga widoczna na twarzy.
Kiedy przyklęknął, najpierw pomyślała, że żartuje.
Zaraz potem jednak wydobył z kieszeni niewielkie, zielone pudełeczko, w którym tkwiła obrączka. Dominika zszokowana nie przyjrzała jej się zbyt uważnie; zauważyła tylko, że jest prosta, ozdobiona małym kwiatkiem ze srebra. Przeniosła szybko wzrok na twarz Marcina, w którego oczach paliły się łobuzerskie ogniki.
— Dominiko — zaczął. — Wyjdziesz za mnie?
Ledwo wyszła z szoku, powiedziała „tak”.

— Mamo?
— Tak?
Dominika podniosła wzrok znad wypełnianych właśnie dokumentów. Zdjęła z nosa okulary, zapraszając córkę, by podeszła bliżej.
— Co znaczy „amor de primavera”?
Miłość wiosny — przetłumaczyła kobieta niemalże odruchowo. Zaraz jednak zastanowiła się, dlaczego jedenastoletnia Julia w ogóle ją o to pyta, skoro równie dobrze mogłaby sprawdzić znaczenie wyrażenia w słowniku w wypasionym smartfonie. — Dlaczego pytasz?
Dziewczynka przysiadła na taborecie, wwiercając swoje zielone oczęta w matkę. Były do siebie bardzo podobne. Wiele osób, gdy patrzyło na Julkę, odnosiło wrażenie, że ma przed sobą młodszą o dwadzieścia lat kopię Dominiki Ostachowskiej. Mała odziedziczyła po ojcu chyba tylko rysy twarzy i kształt ust, cała reszta — na szczęście, jak twierdził Marcin — była matczyna.
— Bo ciocia Karolina ostatnio rozmawiała z babcią i powiedziała, że ty z tatą to jak amor de primavera.
Dominika przysięgła w duchu, że kiedyś wreszcie dopadnie Karolinę i ją zabije. Już nie pływała tak często, jak w swojej młodości, jednak z byłą trenerką nadal utrzymywała bardzo dobry kontakt. Julka przepadała za Karoliną, nic zresztą dziwnego, skoro często przebywały w swoim towarzystwie.
— To długa historia — westchnęła wreszcie. — Była wiosna, kiedy się z twoim ojcem zeszliśmy, była wiosna, kiedy do mnie wrócił, była wreszcie wiosna, kiedy braliśmy ślub. Dlatego wszyscy nasi znajomi ochrzcili tę historię miłością wiosny.
— Brzmi bardzo romantycznie — zauważyła Julia, radośnie machając nogami.
— Masz rację, bo też i tak było.
Pozbierała wszystkie papiery w jedną, równą stertę.
— Opowiesz mi kiedyś?
— Jasne, córciu. Kiedy będziesz chciała.
Uśmiechnęły się do siebie, matka i córka.

24.12.15 — 22.07.16

***

Dobrnęliśmy do samiuteńkiego końca.
Choć temu opowiadaniu daleko do ideału i spartoliłam wiele wątków, jestem z niego dumna. Było moim pierwszym dzieckiem, historią, która niejako tworzyła się sama i żyła własnym życiem. Przywiązałam się do Marcina i Dominiki, oboje zamieszkali na dobre w moim serduchu, choć momentami irytowali mnie samą swoją obecnością. W każdym razie... Udało mi się skończyć ich historię i bardzo się z tego cieszę, bo momentami nie było łatwo. Nie zliczę, ile miałam artblocków, ile razy mi się nie chciało pisać, ile lampek wina i piosenek poszło po drodze. Ale jednak jesteśmy tutaj i mogę sobie tylko pogratulować, że mimo wszystko udało mi się to napisać.
Kontynuacji nie będzie. Powód jest prosty: tu nie ma czego kontynuować, niczego więcej nie wymyślę. Finał jaki jest, sami wiecie: Marcin i Dominika wzięli ślub, mieli słodkie dzieciaczki, koniec bajki.

*

Ogromnie Wam dziękuję za wszelkie komentarze i słowa wsparcia. Każde Wasze życzenia bardzo radują moje serducho. Nie ukrywam, że to one dawały mi potężnego kopa do pisania. Bardzo się cieszę, że wpadliście na Primę i poświęciliście chwilę, żeby to opowiadanie przeczytać. Dziękuję!
A jeśli ktoś czytał, ale nie komentował, proszę ładnie, niech się odezwie. Wystarczy samo: przeczytałam!

DZIĘ-KU-JĘ!

*

Odwiedziliście Primę 11 233 razy.
Reszta statystyk nie jest ciekawa, więc o tym innym razem.

*

Nie znikam z sieci. Nadal będę na moich kilku innych blożkach, można wpadać.

Taniec Przeciwieństw
Katjowe legowisko
Betowanie

Fejsbuk:
klik

*

Jeśli ktoś chce pogadać:
katja.amarensis@gmail.com

*

Będę w wolnym czasie poprawiać całe opowiadanie i mogę przygotować pdfa.
Jeśli ktoś by sobie życzył go otrzymać, niech zostawi w komciu maila. Wyślę. Kiedyś.

*

Hasta la vista!